Routes in Polska / Małopolskie / Rudawa
Na Jurze jest wiele pięknych miejsc. Do takich należy między innymi Rezerwat Zimnego Dołu. Wycieczkę można zacząć na stacji kolejowej Rudawa. Z peronu można przejść przez tory wprost między wielkie kupy tłuczonego kamienia z pobliskiego zakładu. Oczywiście znacznie bezpieczniej będzie iść w stronę budynku stacji i przejść dalej od strony Rudawy przez most nad torami. Jest to trasa dłuższa o zaledwie kilkaset metrów. Po dojściu do głównej drogi znajdujemy czarny szlak pieszy. Nie wiem czemu na wszystkich mapach jest oznaczony kilkadziesiąt metrów wcześniej. Czarnym szlakiem idziemy aż do Nielepic Tam chwilę idziemy przez drogę i znowu wchodzimy w pola czarnym szlakiem. W końcu dochodzimy do najwyższego punktu trasy, do miejsca gdzie wiedzie czerwony szlak rowerowy. Tu idziemy w prawo dosłownie kilka metrów i wchodzimy na ścieżkę. Bez GPS łatwo przegapić! Można oczywiście pójść dalej czarnym szlakiem pieszym lub czerwonym rowerowym. Ja jednak postawiłem sobie cel pójścia najkrótszą drogą do Zimnego Dołu. Po kilku metrach ścieżka robi się wyraźniejsza. Dochodzimy nią do asfaltu i nim idziemy aż do mostu nad autostradą. Wycieczki w tą stronę zawsze mają dwie przeszkody. Przekroczenie autostrady i potem Wisły. Za autostradą dochodzimy w końcu do czerwonego szlaku którym można dojść do zimnego dołu. Ja jednak wybieram drogę przez las gwarantuje ona w pewnym momencie piękny widok na Zimny Dół. I na dodatek jest krótsza. Podziwiamy Zimny Dół, zwiedzamy ścieżkę dydaktyczną. Na niej skałki czasami przypominające Góry Stołowe. Tam przyglądnijmy się jedynym chyba na Jurze ogromnym bluszczom obrastającym skały. Wracając idziemy prosto do miejsca gdzie czarny i czerwony szlak schodzą z ulicy. Potem gdzie szlak czarny odłącza się od czerwonego idziemy nim do miejsca przy samej prawie Dolinie Mnikowskiej. Tam zawracamy. Po drodze możemy odwiedzić Jaskinię Na Łopiankach Ale trzeba mieć coś na przebranie jest bardzo mokra. W pewnym momencie niebieskiego szlaku przechodzimy pod autostradom. Potem uliczkami dochodzimy do czerwonego szlaku dydaktycznego nim idziemy aż do samej Doliny Brzoskwini. Stamtąd idziemy przez niebieski szlak, aż do czerwonego rowerowego. Nim i nadal niebieskim pieszym wchodzimy aż na Kleszczów. Z Kleszczowa wąwozem schodzimy do głównej drobi. Nią do zjazdu na Alsal, Przez rzeczkę, potem po około pięciuset metrach skręcamy w lewo i dochodzimy znowu do peronu w Rudawie.
Dolina Będkowska, chcąc ją przejść drogą, a potem ścieżką wiodącą dnem doliny ma od pierwszych skałek zaraz za mostkiem, a kończąc przy jaskini Łabajowej trochę ponad 6 km. Licząc od drogi w Brzezińce aż do drogi krajowej numer 4 nieco ponad 10 km. Ja jednak wybrałem się tym razem na spacer góra doliny. Idąc cały czas zboczem i górującymi nad doliną skałkami. Ponoć z góry widać lepiej. Zresztą zawsze ciekawiły mnie wszystkie te skałki które są na zboczu za stawami widoczne na jesieni i w zimie. Samochód zostawiłem parędziesiąt metrów przed mostkiem. Można oczywiście przejechać przez mostek (uwaga na lusterka, wąsko) lub też przez rzekę obok mostka. Jest tam specjalny przejazd dla samochodów. Wtedy samochód można zostawić przy samej skałce z dziurą. Tak więc zaraz za mostkiem obok skałki z niewielką dziurą. Niestety to nie jaskinia. Zacząłem się wspinać na zbocze. Wspinaczka jest łatwa pod warunkiem, że idziemy gdy jest sucho. Ja poszedłem nazajutrz po opadach śniegu przy dodatniej temperaturze i topniejącym śniegu. W takich warunkach jest nawet niebezpiecznie. Na szczęście całe zbocze jest porośnięte krzewami i małymi drzewkami. Jest więc mnóstwo gałęzi i korzeni których możemy się chwytać. Wspiąwszy się na szczyt możemy podziwiać przede wszystkim wejście do dolinki, przeciwległą skałkę wg mapy Cebulową. No i otwiera się też widok na dalszą część doliny. Teraz ostrożnie idąc cały czas w odległości kilku metrów od przepaści kierujemy się wzdłuż drogi idącej dnem doliny. W zasadzie widoczna jest cały czas wydeptana ścieżka. Chwilami wchodzimy w las. Wszystkie te skałki którymi teraz idziemy, będziemy mogli podziwiać w drodze powrotnej. W pewnym momencie odchodzimy od zbocza teren trochę opada i wchodzimy w las. Zaraz potem nasza ścieżka staje się zupełnie niewidoczna. Za to przed nami za ścianą lasu majaczy dom i łąka. Nie wejdziemy nikomu w szkodę. Z lewej strony domu jest polana którą wiele już razy przechodziłem kierując się do drogi. Dziś miałem szczęście spotkać na tej polanie cztery sarny biegnące właśnie do drogi przez którą i ja chciałem przejść. Pobiegły nie bojąc się mnie zbytnio. Zatrzymałem się podziwiając je i nie chcąc zajść im drogi. Potem jeszcze dwukrotnie spotkałem je w lesie szukające pod śniegiem pożywienia. Tak dochodzimy do drogi za łąką i nią schodzimy kilkadziesiąt metrów do asfaltu. Tu kierujemy się kilka metrów w górę tej drogi i schodzimy z niej w lewo na wyraźną drogę leśną nią znowu kierujemy się cały czas w górę, aż zaczyna się kończyć. Idziemy cały czas jakby głębokim wąwozem. Teraz gdy wąwóz się zaczyna kończyć ostrym wzniesieniem. Wybieramy dowolną dogodną bruzdę którą wychodzimy na zbocze ku betonowym słupkom z resztkami ogrodzenia z drutu kolczastego. Idąc w lewo, czyli kierując się w głąb doliny. Podążamy wzdłuż ogrodzenia. Będziemy tak szli około kilometra. Wypatrujmy ścieżki, będzie łatwiej iść. Ścieżka dla wprawnych wędrowców nie powinna być trudna do wypatrzenia o każdej porze roku. W pewnym momencie dochodzimy do miejsca w którym ogrodzenie skręca ostro w prawo. My też dalej ścieżką która tutaj staje się wyraźniejsza skręcamy i idziemy dalej trzymając się tego ogrodzenia. Patrząc w dół przez gęsty tutaj las możemy wypatrzeć stawy i dno doliny. W końcu napotykamy przed sobą grupę niewielkich skałek rozrzuconych po całym zboczu. W dole jest widoczna wyraźna ścieżka. Wg mapy te skałki to: Rubne, Wężowe i Migdałowa. Wiele z tych skałek kończy się niewielkimi urwiskami. Poruszajmy się tu ostrożnie. Teraz już prawie cały czas będziemy szli między takimi skałkami. Praktycznie cały czas możemy iść albo na przełaj, albo trzymając się ścieżki kluczącej między pojedynczymi skałkami. W pewnym momencie gdy ogrodzenie, które mieliśmy cały czas na widoku z prawej swojej strony skręca w lewo. Mamy wyraźną ścieżkę biegnącą w dół zbocza. Ścieżka w zasadzie nadaje się nawet do zjazdu rowerem. My jednak kierujemy się w górę na zanikającą prawie ścieżkę blisko ogrodzenia. Przeciskamy się między drzewami i trafiamy na ścieżkę która tutaj robi się wyraźniejsza i biegnie ukosem przez stok o dość dużym nachyleniu. Tutaj trudno będzie iść, bo zsuwamy się ciągle ze zbocza. Dochodzimy jednak do miejsca w którym ścieżka robi się dużo wyraźniejsza i zaczyna łukiem opadać w dół. Tu zaczyna się coraz większe zgrupowanie skałek. Teraz będziemy szli ścieżką która biegnie między gęstymi skałkami. Tak klucząc pomiędzy coraz gęstszymi skałkami dochodzimy do parowu, który przecina zbocze z góry na dół. Za parowem wzdłuż biegnie ścieżka. Tą ścieżką schodząc kilkanaście metrów niżej mamy wielką skałę Szaniec, a w niej Jaskinię Szaniec lub wg niektórych źródeł Nad Szańcem. Przyznaję, mimo że wiedziałem o jaskini. Nic nie wziąłem do jej penetracji. Nawet nie miałem latarki. Przyświecałem sobie tylko wspomagaczem ostrości od aparatu. Mimo to udało mi się ją zwiedzić. Nie pokusiłem się tylko o wczołganie do zacisku i przejście do drugiej salki. Która wiem że jest. Wiem ze skąpego opisu który znalazłem w internecie. Jeśli tylko znajdę czas i pogoda się poprawi na pewno postaram się spenetrować jaskinie dogłębnie, a nawet zrobić z niej film. Po obejrzeniu jaskini kierujemy się ścieżką ku górze. Znowu dochodzimy do ogrodzenia i idziemy kierując się wzdłuż niego. Tak doszedłem między dwie skałki. Przejście między nimi oczywiście było. Ja jednak wybrałem drogę okrężną i poszedłem w górę obchodząc skałkę. Tam przeszedłem też przez kończący się parów i znów po drugiej jego stronie napotkałem ścieżkę biegnącą w dół. Potem kierując się już lasem i oglądając okoliczne skałki kierujmy się w stronę Bramy Będkowskiej. W pewnym momencie po obejściu górą kolejnego parowu będzie widoczna wyraźnie ścieżka przez którą biegnie żółty szlak. Teraz tą ścieżką kierujemy się w dół aż do Bramy Będkowskiej i dalej potoku Będkówka który przekraczamy niewielką drewnianą kładką. I tak dochodzimy do drogi biegnącej dnem doliny. Kierujemy się z powrotem podziwiając i wyszukując miejsca które dopiero co przechodziliśmy lasem. Przechodzimy obok stawów i leśniczówki. Potem koło pięknej posiadłości która bardzo pasuje do doliny. Parę metrów dalej tym razem już mostkiem przekraczamy ponownie potok. I koło kapliczki kierujemy się w prawo. Teraz podziwiamy z doły początkowe skałki dolinki i urwisko którym szliśmy na początku naszej wycieczki. Tak mijamy skałkę z dziurą i dalej przez mostek do samochodu. Tak kończy się pierwsza prawie siedmiokilometrowa wyprawa przez dolinę.
Czytam tą książkę i chciałem sprawdzić choć namiastkę takiego marszu w śniegu i zimnie. Przeszedłem pieszo na przełaj, lasem, zboczami i dolinkami podkrakowskimi. Poszedłem nic rano i przez drogę nie jedząc i nic nie pijąc. Źle ubrany, obciążony ciężkim plecakiem i w przemakających butach. 26 km w siedem godzin. Zapewne moja wycieczka to zaledwie namiastka jednego dnia jakich bohaterowie książki spędzili prawie tysiąc. Chylę czoła.
Running routes in Rudawa Małopolskie Polska • Bike routes in Rudawa Małopolskie Polska

